



Jeśli chodzi o Ewkę - to jedyna osoba, którą udało mi się trochę zarazić dekupażem. Zakupiła kiedyś paczkę serwetek w jesienne liście i okleiła w chacie wszystko, co przed nią nie uciekło. Najbardziej dumna była z doniczki. Gdy pół roku temu odwiedziłam ją po raz pierwszy po remoncie mieszkania, oprowadzała mnie z dumą i pokazywała swoje rzeczy, a we mnie rosło serce, że przyjaciółka także złapała bakcyla (ma smykałkę, oj ma!). Wreszcie doszłyśmy do pokoju, gdzie na szafie stała wielka doniczka z jakąś wiszącą rośliną. Ewa powiedziała 'To popatrz sobie', ja sięgnęłam łapkami po doniczkę i w tym momencie skoczyła na mnie psica, która sama sobie otworzyła drzwi do chaty, i żywiołowo wykazywała radość ze spotkania... Taaa... Ewka zdaje się nadal ma do mnie żal za tę katastrofę, ale ja nie zmienię zdania - doniczkę stłukła ta suka z piekła rodem, Diana!
Tak naprawdę Diana nie ma piekielnego charakteru, za to jest szczęściarą, jak wiele psów koleżanek-blogowiczek. Kilka lat temu wzięto ją ze schroniska, pies przeżył bez wątpienia jakąś traumę i panicznie, histerycznie boi się obcych. Pamiętam Ewki zdziwienie, jak kiedyś wróciła do pokoju i zastała mnie głaszczącą Dianę po głowie. Ewka od lat wie, że ja dobrowolnie psów nie głaszczę (nie boję się, po prostu ja i psy nie przepadamy za sobą), ale bardziej wstrząsający był widok łebka Diany pod obcą ręką. Obecnie jestem już domownikiem i można mną tłuc doniczki...
Jak tak się jeszcze troszkę napatrzę - to i ja zacznę :) choć na razie nie mam pojęcia jak się za to zabrać :(
OdpowiedzUsuńMłynek - bardzo sympatyczny :) mnie przypadła do gustu, zwłaszcza strona lewa :)
Daisy - jakaż milutka doniczka!!
"Zakupiła kiedyś paczkę serwetek w jesienne liście i okleiła w chacie wszystko, co przed nią nie uciekło." Anglicy mówią o takich sytuacjach : roling on the floor laughing
OdpowiedzUsuńa swoją drogą i ja bym była skłonna nawet nocnik wykleić... dobrze taką kochaną Ewę mieć
wyściskowuję Ania
Daisy- for Ju ode Me;):D:D
OdpowiedzUsuńhttp://www.tekstowo.pl/piosenka,janusz_grzywacz,mlynek_kawowy.html
Nie mogłam się powstrzymać, żeby Ci tego nie zaśpiewać, jak tylko zobaczyłam Twój młynek to przypomniałam sobie ten kawałek:))Młynek świetny, a patynować to nie wiem- patyną by trza...
Swietny ten mlynek, mnie srebrna gora nie razi, gorzej, gdyby byla mocniej swiecaca. Ja marze o takim mlynku...Moja mama ma taki zabytek, ale watpie, czy mi go da...
OdpowiedzUsuńAniu z jezior - u mnie się zaczęło od oglądania zdjęć w Necie, potem mnie świerzbiały łapki, a potem dostałam amoku ;-)
OdpowiedzUsuńAniu Jednoskrzydła - ja skrót ROTFL znałam, teraz znam jeszcze rozwinięcie :-) A Ewa to skarb!
Lejdik, piosenkę od Ciebie wstawiłam dla innych do zakładki - niech też posłuchają :-D
Elu, takie młynki widziałam w Bielsku w sklepie 'Społem', może gdzie indziej też da się kupić. Zabytku do dekupażu szkoda, chyba że jest bardzo zniszczony.
Mnie się podoba tak jak jest. Szczególnie prawica :-)
OdpowiedzUsuńacha i jeszcze patynować można patyną oleistą (ale paskuda długo schnie i po metalu może się slizgać) ja tu u nas mam jeszcze świetne farby metalowe Sinusa (sprzedają bezpośrednio od producenta na allegro) tam są różne takie wynalazki jak alpaka, stara miedź... ja je uwielbiam i są one moim wielkim odkryciem (wiesz jak fajnie wyglądają przetapowane np po bombce? wygląda jak metalowa...! serio) wyściski! Ania
OdpowiedzUsuńo! a o Hamerai'cie pomyślałaś? są takie o efekcie młotkowania czy jakoś tak - wygląda rewelacyjnie (na moim eksbalkonie malowałam nim)
OdpowiedzUsuńAniu, myślałam o hamerai'cie czy jak mu tam. Jeno że tutaj nic się nie da kupić, szukałam w jednym sklepie i znalazłam jakieś popłuczyny, może jutro jeszcze poszukam w innym, większym. Efekt młotkowania mógłby być ciekawy. Tak czy siak teraz się rozejrzę po Necie i coś zamówię, bo mi brakuje preparatów :-) Ciągle tylko czytam o patynach, szkliwach i cudach wiankach, natomiast nie mam o nich najmniejszego pojęcia - wszystko załatwiam metodą 'market budowlany', nawet kolory uzyskuję z mieszania pigmentów do ściennych farb akrylowych. To jest ten 'słaby warsztat pracy', o którym zapewne słyszałaś ;-)
OdpowiedzUsuńWedług mnie do tego kremowego młynka z brązami ,to metal mógłby iść na stare złoto lub miedź.A ta taca patrzy na mnie i mówi,że też chciałaby ubrać się w takie obrazki:)
OdpowiedzUsuńJa mam i stare złoto, i miedź, Arkadio. Ale Ewka chciała srebrne 'to metalowe'. Może jeszcze ją przekonam swoim urokiem osobistym, że nie ma racji ;-)
OdpowiedzUsuńWidzę,że Twoja twórczość kwitnie, młynek pierwsza klasa i te przecierki idealnie do niego pasują.Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńŚwietny młynek! Mnie się tam to sreberko podoba :D
OdpowiedzUsuńOpowieść o Dianie chwyciła mnie za serce. Może dlatego, że ja wszystkie psy mam z odzysku i po traumach. Cudnie jest widzieć jak z nich wychodzą :D
Serdeczności
Młynek super! Po pierwsze - mój ukochany papier, chyba jedyny z japońskich motywów jaki przypadł mi tak do serca,
OdpowiedzUsuńpo drugie kolory i postarzenia świetnie dograne z motywem.
po trzecie... zrobiła bym górę w kolorze mosiądzu;)łechłech...
Boszzz...głowa mi pekę, piekę 2 ciasta bo mamy dzis spotkanie klanowe u nas. I jeszcze został mi 3 rozdział do wygłaskania...ale na Twój blog muszę wejść choćbym padła. W dodatku kontroluje mnie moja rodzicielka (czyta Twoje pasjami) i jak nie widzi moich komentarzy, to dzwoni i mnie ochrzania. Nie mówiąc juz o tym, ze masz w niej wierna orędowniczkę zrobienia kursu naklejania - odkąd przeczytała, ze chcesz takowy to spokoju mi nie daje...
Młynek przedni, świetnie dobrane motywy...
OdpowiedzUsuńjeśli właścicielka upiera się przy srebrnym metalu, może go trochę "przybrudź" czarną lub czarno-brązową farbą, tak w zakamarkach przynajmniej .... na to ewentualnie lakier, ale nie błyszczący:)
Agato, Jo-hano - dzięki :-)
OdpowiedzUsuńAgnieszko, ten japoński to chyba znowu zamówię, ja go nawet lubię wycinać! Mosiądz nie przejdzie, a też mi pasuje. Uściskaj ode mnie Mamę, miło mieć wiernych czytelników :-) (A może się Pani ujawni, Pani Mamo AgiB?) I miłej imprezy bez bólu głowy!
Jolinko, chyba zastosuję się do Twojej rady. Nie mogę tak we wszystkim ulec Ewce ;-)
Mama dziękuje! Uczę ją wstawiać komentarze, jak się naumie będzie się ujawniać;)
OdpowiedzUsuńGłowa mnie nie boli...mojego męża i owszem...zawsze wiedziałam, że nie jest Hobbitem;) (mimo właściwych gabarytów)
To jeszcze niech Mama zacznie pisać bloga :-) Swoją też chętnie bym namówiła, ale ona niestety nie może za długo siedzieć przy kompie. A mój mąż na pewno jest krasnoludem, mimo że ma 1,84 i zgolił brodę lata temu... ;-D
OdpowiedzUsuńMnie się podoba taki jaki jest.
OdpowiedzUsuń