sobota, 16 maja 2009

Niech mnie ktoś przytuli

Do kraju się wybieram w poniedziałek i mam reisefieber oraz inne takie objawy nieprzyjemne. Jadę na operację, nie dla rozrywki, więc tym razem się nie cieszę. Czekają mnie potyczki z NFZ-tem, mieszkać będę kątem u przyjaciółki, nie wiem, jak długo potrwa pobyt, w międzyczasie Kuba będzie miał rozmowy o pracę i w ogóle nie mam pojęcia, jak to rozwiążę organizacyjnie. Nie wyobrażam sobie pakowania i przeprowadzki z pociętym brzuchem, ale może akurat go nie zechcą zatrudnić... W każdym razie w kwestii dekupażu co ostatnio zaczęłam, to skiepściłam, nawet nie chce mi się tego kończyć. Do syfnego nastroju dołożyła mi się jeszcze pogoda, cały tydzień ciemno i szarugi, prawie nie wychodziłam z domu. Wydatnie dopomogła mi w tym AgaB, przez którą siedziałam ciągiem przy kompie i pogrywałam w durnowatą internetową gierkę, w którą zresztą zaraz znowu zacznę pogrywać, bo mnie wciągnęła :-)

Wczoraj w końcu wypatrzyłam przerwę w chmurach i wyszłam zrobić jakieś zakupy przed wyjazdem. Jak byłam w pół drogi do centrum, dorwała mnie wielka, czarna, deszczowa chmurwa i dała mi do wiwatu. Byłam strasznie rozżalona i nieszczęśliwa, więc wlazłam do sklepu z żelaznym postanowieniem, że nie wylezę bez nowego ciucha. W założeniu miała to być jakaś bluzka lub spodnie (czyli standardowa część ubioru Ciotki). No i dorwałam, spódnicę... Sama byłam w szoku, spódnice mam dwie, z których ostatnio jedną nosiłam raz, rok temu w wakacje (drugiej nie włożyłam ani razu). Tymczasem nowa spódnica rzuciła mnie o glebę, jest pstrokata, długa prawie do ziemi (przy moich 164 cm) i strasznie cygańska, chociaż made in India. Co najlepsze - zobaczyłam ją, wzięłam w garść i bez przymiarki polazłam do kasy. Od razu wiedziałam, że będzie na mnie dobra i że będę w niej wyglądać dobrze, jak na Ciotkę. I wyglądam, mimo pstrokacizny i mojej nadwagi nie przypominam mamuta :-) Na zdjęciu spódnica bez Ciotki w środku:Dzisiaj pogoda niczego sobie, ale za to obowiązki pognały nas na zakupy. Kuby tata skończył sześćdziesiąt lat, chcieliśmy mu kupić prezent. Heh, ludzie, trzymajcie mnie, bo nie strzymię... Znając warringtońskie możliwości, pojechaliśmy do Manchesteru, do największego w okolicy centrum handlowego. Chcieliśmy znaleźć coś, co kojarzyłoby się z Wielką Brytanią i albo było dekoracyjno-jajcarskie, albo użyteczne, albo cudownie bezużyteczne. Znaleźliśmy się w centrum tandety i złego gustu. U wejścia grupa emerytów protestowała przeciwko marce John Lewis, ale co było powodem protestu, z transparentów wyczytać było trudno - chodziło chyba o jakość wyrobów i kłopoty związane z reklamacją. Byliśmy u tego Dżona Luisa - wstrząsające wrażenie. Ja kupiłam spódnicę w sklepie z tandetą, w którym jest wszystko i nic, ale za grosze. John Lewis to sklep relatywnie drogi, ale także jest w nim wszystko i nic - drogie ciuchy, drogie sprzęty AGD, nieciekawa pasmanteria na którą szkoda było czasu (koronka udawała bawełnę i była z Chin, oczywiście). Nie rozumiem, dlaczego robi się wielkie sklepy, w których są po trzy rodzaje rzeczy z każdego asortymentu - trzy czajniki, trzy pralki, trzy bluzki, trzy doniczki... Ale wymiękłam, jak zobaczyłam widły!!! Po widłach po prostu wyszliśmy stamtąd. Ekskluzywna marka, osssochodzi (w Wielkiej Brytanii praktycznie nie ma sklepów branżowych, usiłuje się pod jednym dachem sprzedać szwarc, mydło i powidło, i ostatnio te wynalazki padają jak muchy). Leźliśmy po galerii, przy której wrocławska Dominikańska i bielska Sfera wyglądają nobliwie i elegancko. Wszędzie takie same towary, żadnych oryginalnych, ciekawych rzeczy, same sieciówki, kawiarnia Starbucks, Boots i Marks&Spencer, który krzyczy wielkimi literami 'FIND YOUR OWN STYLE' - i potem wszyscy chodzą w takich samych ciuchach, jedzą to samo, piją to samo i tak samo nie myślą, bo gdyby pomyśleli, to przecież chcieliby wyglądać inaczej niż reszta. Ale co tam, tak naprawdę to ja wcale nie narzekam, w takim miejscu czuję się zawsze zgrabna, dobrze ubrana i pełna gracji, a mój Kubuś staje się przystojniakiem, jakich mało :-) Aaa, ale miałam o tym prezencie dla teścia... No i szliśmy i szukaliśmy czegoś oryginalnego, chociaż zaraz po wejściu do środka straciłam nadzieję. I doszliśmy do sklepu z napisem 'kawa i herbata', więc pomyślałam, że wreszcie trzeba zrobić użytek z naszego ekspresu przywiezionego z Polski, a przed oczami miałam sklepy typu 'Pożegnanie z Afryką' czy 'Świat herbaty'. Weszliśmy tam, była puszkowana lavazza, ze trzy rodzaje kawy paczkowanej mielonej jak kolumbijska, brazylijska i jakaś tam jeszcze, poza tym gotowe zestawy herbaty puszkowanej 'english taste' pakowanej po trzy puszeczki we wzorki z mapą londyńskiego metra, kilka rodzajów herbaty instant takiego i siakiego smaku, poza tym jeszcze trochę 'prawdziwej, angielskiej porcelany w angielskie róże' made in China i jeden malutki zaparzacz do kawy. Kuba stanął jak wryty, powiedział: 'jak to jest sklep z kawą, to ja jestem, [cenzura], rusałka Amelka', wyszliśmy stamtąd i wróciliśmy do domu. No i nie mamy prezentu dla teścia, skończy się pewnie na jednej z moich skrzynek deku ze scotch whisky z bezcłowego :-( Luuuuudzie, co można kupić w prezencie panu w wieku mocno średnim, który ma właściwie wszystko, czego potrzebuje? I nie jest wędkarzem, gra w ping-ponga, ma psa i niewielki ogród, nie chodzi w góry, nie nadużywa używek i jest ogólnie sympatyczny, ale wymagający?

No to ponarzekałam sobie na nową ojczyznę, a tymczasem wcale nie ma na co narzekać, ostatecznie mogę sobie tu kupić spódnicę, gdy mam kaprys, i nie oszczędzać na jedzeniu i piwie. W dodatku fajnie czuć się kobietą urodziwą i prawie szczupłą. Tak po prawdzie to wcale bym nie narzekała, gdyby nie ten wyjazd. Nie chcem, ale muszem. Ale zabiorę ze sobą lapcioka, więc będę mogła przynajmniej czytać notki na bloggerze. Ciekawe, że to naprawdę podnosi na duchu...

17 komentarzy:

  1. Przytulam Cie bardzo mocno.... Mam nadzieje, że szybko wrócisz do formy po zabiegu.
    Spódnica super! Z tego co piszesz wynika, że "nasze" sklepy lepsze hihi
    Teściowi możesz kupić jakiś fajny zegar albo elegancką lampę (mój Tatko dostał taka piękną witrażową w zeszłym roku z takiej samej okazji).
    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja Cię ściskam z całego serca i wracaj szybko do zdrowia.
    Spódnica w dechę,choć też nie gustuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to ja tez Cie przytulam, i oby wszystko poszlo bezproblemowo i szybko...

    W ogole Twoj post przypomina moje szukanie prezentu dla Rodzicow na ich 30 rocznice;). A moze my po prostu nie wiemy gdzie szukac...?
    Rodzicom kupilam w koncu bilety do teatru:) (bedac w UK zamawiam bilety do teatru w W-wie;), podpasowalam date i spektakl), zycze powodzenia w kupowaniu prezentu dla tescia (w materii prezentow musze kogos dobrze znac zeby dobrze kupic, wiec lepiej nie bede ci doradzac;)).

    Pozdrowienia i powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hi.. miałyśmy podobną przygodę wczoraj - ja również jak wariatka, po fizjoterapii, zamiast gnać do domu - wybrałam się na zakupy (miały to byc tylko niewinne spodenki) a co kupiłam? Koszyk i właśnie spódnicę!!Zmarzłam i przemokłam przy tym straszliwie, tak więc spodenki poszły w zapomnienie a ja szybko wróciłam do domu. Tak więc moja droga rozumiem Cię doskonale!
    Ściskam Cię mocno i serdecznie i myślami wspierać będę!
    ps. Fajowa ta spódnica : )

    OdpowiedzUsuń
  5. Równiez życze powodzenia w tym całym czekaniu.Będzie dobrze a spódniczka jest piękna

    OdpowiedzUsuń
  6. Przytulam mocno i ja.
    Też zawsze mam problem w zakupie prezentów a jak już nie ma w czym wybierać to w ogóle katastrofa.
    Spódnic nie posiadam w swojej szafie bo nie lubię i figurą moją jest na bakier niestety.
    Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i do nas
    czekamy

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozdrawiam gorąco i trzymam kciuki ... a jeśli chodzi o zakupy to mam taka teorie , ze trzeba mieć dzien ...jak jest odpowiedni to wszystko samo prawie ze sie kupuje a jak nie ma dnia odpowiedniego to moge stawac na rzesach , dziesiatki sklepow odwiedzic i nic ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Do licz mnie do grona przytulających. Operacja brzuszka to wyjątkowe paskudztwo, NFZ to kolejna atrakcja... Dlatego zaciskam z całej siły kciuki i przytulam jeszcze mocniej!
    Czytałam, że pewien kierowca rajdowy z GB znalazwszy się po raz pierwszy na polskim rajdzie, zawzięcie upierał się przy wersji, że wszystkie widziane przez niego Polki były specjalnie wynajęte do promocji kraju... :o) jesteśmy piękne, cóż na to poradzić?

    OdpowiedzUsuń
  9. Równiez życzę szybkiego powrotu do zdrowia!!! Trzymam Ci mocno kciuki za przebieg operacji i jestem pewna, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku!! Spódnica superaśna, sądząc po kolorach- musiała być baaardzo skutecznym lekiem na 'całe zło';))

    OdpowiedzUsuń
  10. No to ja też się przyłączam do przytulań!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Widły teściowi kupić!
    A tak w ogóle - to jak już Cię potną to założymy klub pociętych brzuszków;)
    Magronem - zgadza się - durnowata ale w ten szczególny sposób - a jeśli ma się w niej paczkę przyjaciół to Świat Jest Nasz;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przytulam i trzymam kciuki za Ciebie i operacje...Swietnie rozumiem twoje dylematy prezentowe, w dodatku gdy nie ma gdzie szukac.

    OdpowiedzUsuń
  13. No to dałam radę przeczytać do połowy> Trafi mnie coś jak nicMoje komputery przestają działać!Kiecka fajna, lubię takie cygańskie klimaty:)Przytulam Cię mocno, operacji się nie bó, to nic strasznego!Będzie dobrze, jeszcze raz buziaki i uściski:)Nie wiem co nabyliście teściowi, bo diabelstwo dalej nie przewija:(

    OdpowiedzUsuń
  14. To ja hurtem:
    Dziękuję wszystkim za dobre słowo i empatię :-)
    *Asiu, Kuba twierdzi, że facetom nie daje się przedmiotów dekoracyjnych, w każdym razie on by nie chciał, a podobno jest podobny do taty...
    *Lauro, dołączyłabym się do Twojej akcji, ale nie jestem dziergająca,
    *Leno, może są jakieś ekskluzywne miejsca z ekskluzywnymi giftami, ale nie w mojej okolicy,
    *Aniu, co tam spodenki, kiecka i koszyk to właściwy zestaw :-)
    *Elko - witam serdecznie!
    *Kasandro - moja figura też nie tego, a jednak w tej kiecce wyglądam jak nie ja! (mam nadzieję, że będziemy mieć w Bielsku ładną pogodę w najbliższym czasie...),
    *Nettiko, z próżnego i Salomon... Po prostu nie było co kupić,
    *Aniu, przeczytałam Twój komentarz Kubie i tarzał się ze śmiechu. Żebyś słyszała jego wypowiedzi na temat tutejszych kobiet... Takie bardziej bezlitosne są,
    *lejdik - kiecka kiecką, a człowiek jakoś ma się lepiej ;-)
    *Jagodo - buziaki i powodzenia w remontach i hodowli kóz! :-)
    *Agnieszko, widły by nie przeszły przez celników, buhaha, a w Margonem ostatnio już mnie świerszcze nie tłuką i radzę sobie z nietoperkami...
    *Elu, gdyby to był mój ojciec, nie miałabym problemów z prezentem,
    *Elisse - na razie nie kupiliśmy nic, pewnie Kuba zakupi jakiś elektroniczny badziew :-(
    Pozdrawiam Was i idę się pakować :-/

    OdpowiedzUsuń
  15. Dołączam do przytulanek. Ale Cię te kobitki pościskały...i zobacz ile masz czytelniczek. Kurde, to budujące. Oprócz decu masz jeszcze jeden talent: dobrze piszesz.Wykorzystaj to.

    OdpowiedzUsuń
  16. Daisy....W BIELSKU????? ;) ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Hihi, Kasiu, będę więcej pisać na blogu - to jedyny sposób na wykorzystanie rzekomego talentu.
    Agnieszko - no w Bielsku, w Bielsku-Białej konkretnie, a co?

    Pozdro z Bielska, tak nawiasem...

    OdpowiedzUsuń