wtorek, 1 września 2009

Szssskszynka

Kupiłam ją sobie na car boot sale, ale to klasyka made in China. Była pokryta brązowym, zniszczonym laminatem, w środku miała przegródki, lusterko oraz wykonane z tektury i pokryte turkusowym welurem coś sugerujące, iż jest to pojemnik na biżuterię. Śmierdziała papierochami, więc nie biżu w niej trzymano. Wyszarpałam ze środka zbędne dodatki, pomalowałam jak tam mi się podobało, motyw wycięłam z papieru To-Do Enjoy. Naprawdę wycięłam i dopasowałam, bo ramka na rzeczonym papierze za duża była do skrzynki. Obecnie wygląda tak, z tym że wnętrze jest czerwone, nie pomarańczowe, jak wynika ze zdjęcia. Pogoda nie sprzyja sesjom fotograficznym :-(
Teraz jest kompletem do lampy, ale pójdzie do ludzi, jeśli ktoś zechce kupić...

Aha, nie mam różyczki. Dr Google się nie zna, a ja to już zupełnie. Parchy na ciele to efekt alergii na niewiadomoco, powoli już chyba z tego wychodzę i nawet trochę śpię nocami. Nie wydrapałam sobie krwawych ran, ale tylko dlatego że paznokcie mam krótkie. Byłam za to dzisiaj u angielskiej pani doktor hinduskiego bodajże pochodzenia, która po angielsku mówiła niewiele lepiej niż ja, a poza tym nieszczególnie interesowało ją, co tam mi kwitnie na skórze. Ledwo rzuciła okiem i przepisała jakąś maść. Jeśli nie będzie polepszenia, to puszczę z dymem przychodnię. Grrr...

12 komentarzy:

  1. 1. pudełko przecudne...daj mi trocha twojej cierpliwości
    2. to jednak miałam rację, że to uczulenie (DUMNA), choć myślę, że Tobie osobiście wisi przyczyna parchów, byle przeszły. Przejdą. Na wrogów. :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Daisy, to Twoje pierwsze spotkanie z NHS-ową przychodnią ??? To powiem Ci, że po prawie 15 latach pobytu tutaj oduczyłam się chorować :-))))

    Ja nie wiem, skąd oni biorą tych lekarzy. U mnie na blogu w archiwum jest kilka historyjek :-)))

    Szczytem było zdiagnozowanie u mnie astmy oskrzelowej chociaż wiadomym było, że to zapalenie oskrzeli jest :-)))))

    OdpowiedzUsuń
  3. A, to byłam ja. Leniwa Daisy :-)))

    I pudełko bardzo ładne. masz ten dryg, kobieto ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja pierdzielęęę ! Kochana,pudełko ,że na kolanach jestem! Szacuneczek :)
    A co lekarzy w GB to ja się nie będę wypowiadać,bo tutaj kulturalne towarzystwo. Powiem tylko tyle,że moja Olka już chyba woli mi nie opowiadać,dla bezpieczeństwa międzynarodowego :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Agnieszko, o ile mi wiadomo, nie mam wrogów ;-)

    Daisy, Obcy - decydujące starcie. Tak, po raz pierwszy. Ale następnym razem będę miała przygotowaną lepszą gadkę i nie dam się zbyć. Frycowe zapłacone.

    Laurko, wstań z kolanów, bo Ci siem odciski odcisnom. Jako że my tu same utalentowane kobity, więc se słodzić nie musimy...

    OdpowiedzUsuń
  6. cudna skrzynka, to jest prawdziwy talent przywracać II życie przedmiotom! ja nie umiem, więc siedzę, podziwiam, buzię otwartą mam, muchy łykam

    o angielskich lekarzach znam tyle historii, że z automatu przestałam narzekać na polskich :o) na prawdę mamy lepiej - w końcu spełniają się nasze marzenia, powoli coś w naszym kraju jest lepiej niż w mitycznej Zachodniej Za Granicy :o)

    co nie znaczy, że mam nadzieję, że jako zaciekły detektyw odkryjesz źródło paskudztwa, wyeliminujesz i poczujesz się dużo, dużo lepiej

    zyrtec posiadasz? powinien pomóc

    OdpowiedzUsuń
  7. Śliczna skrzyneczka:) A to uczulenie to może Kochana od słońca? Łyknij alertec (nie zaszkodzi) i jeśli po dniu Ci minie, to całkiem możliwe. Ja to pierwszy raz w tym roku miałam. I przeszło. Coś wisi w powietrzu. Buziaki*

    OdpowiedzUsuń
  8. Skrzyneczka miodzio!
    A może wapieńko łyknij na to uczulenie różyczkowe?

    OdpowiedzUsuń
  9. skrzyneczka z klasą -znaczy się elegancka.
    ... i już przestań chorować!
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne są takie stare rupiecie, którym można dać drugie życie. Skrzynka fajowa. Lubię zdecydowane kolorki.No i zazdroszczę pchlego targu :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przepiękna skrzyneczka, elegancka z klasą.

    OdpowiedzUsuń