Miałam robić zdjęcia, ale w ferworze walki jakoś mi to umknęło. Zjeździliśmy Southampton wzdłuż i wszerz, i wrażenia mam mieszane. Niewątpliwie w zestawieniu z Warrington Southampton wygląda jak miasto - niezbyt piękne, ale jednak city. Ma centrum rozsądnej wielkości (nie dwie ulice na krzyż), lecz ogólnie jest dosyć chaotyczne. Spodziewałam się czegoś bardziej klimatycznego, tymczasem środek miasta to trochę nijakiej, niskiej zabudowy poprzerywanej tu i uwdzie wysokimi, nowoczesnymi budynkami które nijak nie komponują się w ładną całość. Za to nad ujściem rzeki, a może już nad zatoką, zbudowano dłuuuuugi most, z którego jest widok na marinę i jachty. Bo Southampton to miasto żeglarskie - i oboje mamy nadzieję, że często będziemy korzystać z tej rozrywki. Zatem środek miasta to żadna rewelacja, jednakże oddalone od centrum dzielnice są całkiem do rzeczy. No i położone są na pagórkach, co od razu urozmaica krajobraz. Aha, istotne jest, że wieczorem środek miasta nie zamiera, są knajpy, włóczą się ludzie - coś się dzieje. No i na każdym kroku mowa ojczysta, boję się otworzyć konserwę... Jest tam podobno 30 tys. Polaków!
Znaleźliśmy sobie mieszkanie. Leży stosunkowo blisko centrum, otoczenie całkiem przyjemne - jest to dwupiętrowy blok w okolicy wolnostojących domków, stoi pośród sosen i ma całkiem spory, zamknięty ogród. Na razie przestałam myśleć o własnym ogródku, kiedyś sobie kupimy i będzie z głowy. Mieszkanie jak mieszkanie, nowe i całkiem w porządku, ale będzie ubaw jak dam zdjęcia salonu - styl późne rokokoko, gipsowe stiuki wzdłuż ścian, na suficie pozłacane lampy i jakieś reliefy, na oknie kotara jak w teatrze i jeszcze dwie gipsowe figurki przyczepione do ściany. Buahaha! Za to pozostałe pomieszczenia są całkiem fajne, okna w kuchni i w łazience, kafelki i czysto. W łazience bonus dodatkowy - nie śmierdzi. Długo szukałam źródeł ewentualnej wilgoci, ale jest sucho - i to mnie chyba najbardziej przekonało do tej chatki. Wady ma również (poza salonem) - pojedyncze szyby i elektryczne ogrzewanie. Dowiedzieliśmy się jednakże, że w Southampton ciepło jest i ogrzewanie włącza się niezwykle rzadko. Tak mówili Kisiele.
A z Kisielem się spotkaliśmy, i to zupełnie przez przypadek. Parę dni temu wysłałam mu życzenia na urodziny i poinformowałam oficjalnie, że niedługo będziemy sąsiadami. W piątek wieczorem zadzwonił podziękować za życzenia i zadał pytanie 'co robicie?' - więc odpowiedziałam, że stoimy na kei w marinie w Southampton. Zdębiał. Może nawet się ucieszył... ;-)
A tu parę zdjęć z piątkowego wieczoru w ekskluzywnej 'Ocean Village' nad zatoką w Southampton: