piątek, 24 lipca 2009

Psy szczekają, karawana idzie dalej...

Operacja pod względem medycznym się udała - pacjent przeżył. Co do innych spraw - wycięto mi za dużo i nie mam szans na dziecko. Cóż, może za jakiś czas złapie mnie deprecha i się potnę czy coś... Na razie się nie rozklejam, przemyślałam sprawę, od dawna liczyłam się z taką możliwością. Nie myślę na razie, jak mi źle, innym bywa gorzej - co nie jest żadnym pocieszeniem, tylko wyznacznikiem skali problemu. Mój Krasnolud od razu zaczął mówić o adopcji. Przemyślimy, nie mogę teraz emocjonalnie pogonić tą ścieżką...

Siedzę w chałupie, Ewka przygotowała mi prawdziwe sanatorium. Wyszłam ze szpitala ledwo żywa, a już po paru godzinach siedzę przy kompie (co prawda zgięta w lekkim przykurczu, ale to minie), czuję się nieźle i myślę, co by tu może zmalować... Na warsztacie, jeszcze sprzed operacji, mam kufel i butelkę - pokażę za parę dni.

A tu jeszcze szkatułka dla Joli, przecierki plus zwykła oklejanka - za to zrobiła się bardzo szybko:Ze zdjęcia można wnosić, że to prawdziwy olbrzym, tymczasem najdłuższy bok ma najwyżej 15 cm.

21 komentarzy:

  1. Najwazniejsze, ze wrocilas i jestes cala i zdrowa:)(trzymam kciuki, zeby okres rekonwalescencji szybko minal).
    Fajne te sloneczniki, pozdrawiam cieplo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymaj się Daisy mocno !!! Dasz radę jak nic !!!

    Pozdrawiam gorąco i szybkiego powrotu do zdrowia życzę

    OdpowiedzUsuń
  3. Pogody ducha i pozytywnego myślenia,że wszystko ułoży się jak najlepiej Ci życzę.Bardzo optymistyczna szkatułka w radosne słoneczniki to znak,że szybko dojdziesz do siebie,najważniejsze to w takich chwilach nie być samym,a wiesz,że nie jesteś,bo masz nas, pocieszycieli Twoich :c)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana,
    tak czekalam na Twoj wpis. Dobrze, ze juz po wszystkim!!! Teraz pas na brzuch i zero dzwigania.
    Wyobrazam sobie, jakie to sa dylematy zwiazane z plodnoscia. Mam takie pacjentki pod opieka.Zdrowie w tym wypadku wazniejsze...Trzymaj sie kochana! skrzyneczka poznoletnia, bardzo ladna. Mi sie nie chce robic nic...

    OdpowiedzUsuń
  5. dobrze, że już po wszystkim... życzę jak najkrótszej rekonwalescencji! a wszystko inne jakoś się samo ułoży, we dwójkę dacie radę!
    ściskam Cię mocno!

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymaj sie pionu dziołcha. Adopcja pomysł niegłupi,a może rodzinny dom dziecka? Chyba się zagalopowałam. Ale mam pretensje do świata,że dzieci daje nie tym co powinien. Siebie też mam na myśli,bo matka ze mnie jak z koziego ogona trąba.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesteś niesamowita. Masz w sobie i siłę, i blask, który oświeca innym mroki istnienia. Kobiety sprawy dzieci i płodności przeżywają niezwykle silnie i każde zaburzenia źle znoszą (przeżywają bardziej niż trzeba) a Ty tak mądrze do tego podchodzisz. Żon też nie odparady skoro od razy wyjście widzi i szat nie rwie na ciele. Temat rzeka, nie na post, nie na komentarz i nie na blog... nawet cały na ten temat. My się staramy o 2 dziecko (a 3cią ciążę) już od 2005, daję sobie jeszcze rok i wraca temat adopcji. Za dużo jest nieszczęśliwych dzieci, żeby się zakręcać na przekazywanie genów. Chyba nie o to chodzi.

    Dobrze, żę się odewzałaś, bo się martwiłam.
    Mocno przytulam,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  8. Najważniejsze żebyś powróciła do pełni sił,
    na inne sprawy,rozmyślania i pomysły przyjdzie na pewno odpowiedni moment (takie jest moje skromne zdanie).
    Trzymaj się!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Daisy! Ważne, że jesteś z nami - tylko to się liczy :-)
    A co będzie - czas pokaże :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Daisy!!! Twarda z Ciebie sztuka ale czasami warto sobie poplakac i wyrzucic z siebie niepotrzebne emocje:(
    PO czesci Ciebie rozumiem tzn wiem co mozesz czuc ...lekarz mi mowil ,ze watpliwa sprawa ,zebym miala dziecko ale stal sie cud i mam Michasia ,wiem ,ze to nie to samo ale mi tez odebrano nadzieje ale Bog mi ja przywrocil :))
    trzymaj sie ,myslami jestem z Toba

    OdpowiedzUsuń
  11. Tulę Cię mocno Kochana, z całego serca. Wracaj szybko do zdrowia i formy
    Myślę o Tobie ciepło i wysyłam pozytywne fluidy.
    Ściskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj wśród nas. Skoro mowa o adopcji to oddam moje pociechy: 21 i 16 lat. Juz odchowane, nie leją w pieluchy. Potrafią czasem być wdzięczne...Nie załamuj się. Posiadanie dzieci nie zawsze jest takie cudowne. Niby cementuje rodzinę ale potrafi i kaszankę z krwi zrobić. Całuję i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Podziwiam Cię za Twoje patrzenie na świat, chociaż pewnie nie to chcesz usłyszeć... Zawsze podczytuję, chociaż nie zawsze ślad zostawiam. Trzymaj się ciepło, jesteś mądrą i twardą kobietą :)Zdrowiej szybko!

    OdpowiedzUsuń
  14. Pozdrawiam serdecznie i życzę powrotu do zdrowia jak najszybciej :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziewczyny, wszystkim Wam serdecznie dziękuję! Naprawdę, łatwiej jest się zbierać przy Waszym wsparciu :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Siostro:)
    Ty wiesz!
    Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Daisy... w tej chwili nic pocieszającego nie napiszę ...nie da rady . Ważne abyś teraz dbała o siebie i wracała do pełni sił !
    Ściskam Cię mocno ,trzymaj się ciepło !

    OdpowiedzUsuń
  18. NAjważniejsze zdrówko. Wypijmy za to po browarze.

    OdpowiedzUsuń
  19. Podoba mi się stwierdzenie Kasi, że: "dzieci potrafią kaszankę z krwi zrobić" i czasem aż coś korci, żeby wystawić je na allegro z opcją "kup teraz". Podejrzewam, że nie osiągnęłabym nawet minimalnej ceny wyjściowej, a przecież tak ciężko pracowałam, żeby je mieć (chociaż łobuzy). W czasie ciąż "przerobiłam" większość znanych lekarzom powikłań, jedno nieznane też... włącznie ze śmiercią podczas porodu.
    Bardzo dobrze Cię rozumiem, bo mimo wszystko gra jest warta świeczki - matką jest tylko ta, która kocha i wychowuje. Na nosiciela tasiemca nikt "matka" nie powie...

    OdpowiedzUsuń
  20. Zapraszam do mnie po odbiór wyróżnienia :c)

    OdpowiedzUsuń